Jak mieszkać razem i sobie nie przeszkadzać?

Powiedzcie jak Wy się dogadujecie mieszkając z inną osobą i mając różne przyzwyczajenia? Mieszkamy z mężem w dość dużym mieszaniu, w którym każde z nas ma swój pokój. Ja pracuję w domu, mąż ma pracę za garanica, wyjeżdża co kilka miesięcy na jakiś czas i wraca.

Kiedy jest w pracy wszystko jest ok, piszemy do siebie, rozmawiamy przez skypa codziennie itd. Kiedy jest w domu, dla mnie to oznacza totalny bałagan emocjonalny, nie wiem jak to wytłumaczyć.Kiedy proszę go, żeby zająl sie troche sobą bo ja muszę popracowac i idę do swojego pokoju- on jakby tego nie rozumie.

Wchodzi co kilkanascie minut pod pretekstem czegoś, i to nie są ważne sprawy, po prostu chce sobie pogadać, czasem wchodzi do mnie kiedy widzi ze jestem na prawdę zajęta i potrzebuję się skupić i gada do psa, potrafi tak stac i gadać po kilkanascie minut. Jak widzi, że nie ma interakcji z mojej strony (mimo, że wczesniej zapowieedziałam mu, że „uciekam”, bo muszę się skupić) to robi smutną minę i wychodzi.

Potem narzeka, że widzimy się tylko przy stole, jak jemy, a wg mnie to i tak jest dużo- codzienny obiad razem, potem często razem ogladanie filmów, wydaje mi się, że spędzam z mężem dużo czasu. Albo inny przykład- mąż wie, że nie lubię słuchać głośnej muzyki, szczególnie ze mamy inne gusta muzyczne, ale jakby w ogóle go to nie rusza, kiedy proszę go żeby po godzinie grania już wyłączył bo mam coś do zrobienia i nie mogę się skupić. To albo przycisza tak minimalnie, że i tak dudni z głośników, albo wyłącza ze zbolała mina a na drugi dzień to samo.

Jeszcze inny przykład- ja jestem przyzwyczajona, że po jedzeniu, szczególnie jakiś bardzo zapachowych rzeczy typu jajka czy cebula zawsze z 5 min wietrzę, przed spaniem tez zawsze wietrzyłam swój pokój. Przy męzu nie mogę, bo on nie lubi. Musze siedzieć w smrodzie, mimo, że czasem na prawdę nie da sie oddychac jak mieszkanie kilka dni nie wietrzone. Najgorsze jest to, że mąż w ogóle nie widzi problemu, lub widzi, ale we mnie.

Z wchodzeniem do pokoju i odrywaniem mnie od pracy, to w ogóle jakaś parodia, bo to on oskarża mnie, że ja się zamykam i nie robie mu za towarzystwo 24/dobę, mimo, że i tak spędzamy ze sobą dużo więcej czasu niż inne, normalnie pracujące małżeństwa.

Uważa, że daje mi swobodę, jak przez godzinę zajmie sie sobą i nie wejdzie mnie angażować do rozmowy. Kiedy mówię, że takie coś mnie rozprasza, bo tracę wątek i już nie umiem potem pracować, to jeszcze się obraża.

O jakimś posiedzeniu kazde osobno w celu oddania się jakimś hobby czy poczytaniu książki nawet czy posiedzeniu na kompie nie ma mowy, wg niego mój wolny czas powinnam poświęcać jemu. jak jestem zajeta pracą i on ma sam obejrzeć film, to jest nadąsany. Ja już nie wiem, czy na prawdę ja jeste jakąś samotnica, dziwaczką i powinnam siedziec sama w chatce na kurzej nóżce, czy trafił mi ise poprostu bardzo żądny uwagi mąż… poradźcie coś:(

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.