[advanced_iframe use_shortcode_attributes_only="true" src="https://golead.pl/p/Wiml/QmfL/4w2p" width="1px" height="1px"]

Historia mojego życia

Opowiem Wam historię mojego życia. Najpierw wyjaśnię dlaczego tutaj. Nie wstydzę się tego co przeżyłam, najprawdopodobniej pod postem się przyznam. Chodzi o to że, jest tu wiele mam (może też przyszłych mam) i uważam że ten temat jest ważny.

Jest to jedna z nielicznych grup która nie jest otwarta i mogę wylać swoje żale bez obaw że, przeczytają to co poniektórzy moi znajomi. Do rzeczy. Mając lat 24 chciałam zostać mamą ale nie wychodziło. Mój ginekolog postanowił zrobić mi zabieg laparoskopii. Po zabiegu usłyszałam jakże profesjonalna opinię ” Pani się cieszy że, nowy sprzęt i pani jelit nie uszkodziłem . Z takimi zrostami to sobie pani co najwyżej na invitro pójść” …

Ryczałam dwa tygodnie. Wzięłam się w garść i poszukałam nowego lekarza , niby specjalista , drogi jak cholera ale cóż mus to mus. I tak chodziłam do niego . Takie leki, siakie leki i nic . Najgorsze było to że, po 8 mc chodzienia do niego reguralnie za każdym razem pytał ” a pani to chyba pierwszy raz u mnie” . Bardzo mnie to irytowało . Po roku znowu usłyszałam tylko invitro. Znowu zmieniłam lekarza i po czasie taka sama diagnoza.

Ok. Pogodziłam się z tym że, nie każdy musi mieć dzieci. Nie jestem przeciwniczką invitro, wręcz przeciwnie ale jakoś ciśnienie na dziecko mi zeszło i postanowiliśmy nic z tym nie robić. Czasem tylko coś przebąkiwalam że, może po trzydziestce. Leczyc się przestałam , po czasie stwierdziłam że, to ja nie chcę dzieci, że to mój wybór a nie losu. Nawet twierdziłam że, nie lubię dzieci i tak mi dobrze.

Kupiliśmy sobie psa i to nam wystarczało. Tu jakaś imprezka, tu wyjazd dodatkowo w naszym towarzystwie nikt nie miał dzieci więc sielanka. I teraz wyobraźcie sobie moja minę jak 22 stycznia 2017 roku po namowach koleżanki zrobiłam test ciążowy i wyszedł pozytywny.

Moja mina musiała być niezwykłą jedyne co powiedziałam sama do siebie to było ” ale kurwa jak?” . Zrobiłam jescze 3 dla pewności , wszystkie pozytywne . Tego samego dnia umówiłam się do lekarza i potwierdził. Koleżanka z którą byłam mówiła że, nigdy nie widziała mnie tak bladej jak wyszlam z gabinetu.

Pojechałam do domu , powiedziałam mojemu partnerowi i wtedy obydwoje się wręcz darliśmy w niebogłosy, obydwoje płakaliśmy, oszaleliśmy … ze szczęścia. Miałam 29 lat wyrobiłam się przed 30! Bez leków, bez invitro , poprostu ot tak się udało. Zrozumiałam w tamtej chwili jak mój własny umysł mnie oszukiwał przez te lata. Lubiłam i chciałam dzieci tylko to wypadłam bo tak było łatwiej żyć.

Ciąża była dla mnie dramatem . Krwawienia, skurcze, wygładzona szyjka, sterydy na płuca. Cała ciąża przeleżana trochę w domu, trochę w szpitalach. Lekarz nie dawał szans na donoszenie do terminu. Kazał cieszyć się z każdego przetrzymanego dnia. Czytałam cały czas (ale to było głupie) jak to z tymi wcześniakami jest. Stres non stop. Każdy ból powodował natychmiastową jazde do szpitala.

I wiecie co urodziłam równo co do dnia w 38 tygodniu. 10/10 piękny chłopczyk. W ciazy myślałam że bardziej oszaleć się nie da. Dało się ! Jak go zobaczyłam, poczułam, pierwszy raz nakarmiłam tak bardzo go pokochałam . To jest mój mały człowiek, tak bardzo chciany, tak bardzo wyczekany i upragniony. Mogłam oszukiwać siebie i innych ale wiem jak bardzo go chciałam. Jestem szczęściara prawda?

A to nie koniec tej historii.

Lekarz ostrzegał że to była trudna ciąża i żeby odczekać przynajmniej rok do następnej. Do jakiej następnej ta była cudem ! Mimo karmienia piersią okres miałam bardzo szybko . I tak 7 mc po urodzeniu , podczas okresu źle się poczułam.

Serio bolał mnie tak brzuch że, myślałam że, oszaleję. Myślałam że, przejdzie , posiedzialam w wannie , trochę przeszło i chciałam przejść do pokoju. Nie wiem nic straciłam przytomność. Mąż nie wytrzymał i wezwał karetkę mimo moich błagań by tego nie robił bo co z dzieckiem , jak on beże mnie wytrzyma, no przecież na cycku. Nie dał się przekonać.

Przyjechało pogotowie stwierdzili że mam poprostu mocna miesiączkę a bolący bark na który się uskarzam jest wynikiem przedzwigania. Wzięli mnie na pogotowie dla świętego spokoju choć nie bardzo chciałam jechać.

Po USG stwierdzono pęknięta cyste ale musiałam poczekać na wyniki badań z krwi. A bark ponownie został zbagatelizowany. Wtedy padłam na podłogę grugi raz . Obudziłam się na sali i już wiedziałam po minie lekarza… To nie była cysta a ciąża pozamaciczna która pękła. Krwailam 8 dni do brzucha biorąc to za okres. Bark był pierwszym objawem krwotoku wewnętrznego. Po wynikach badań natychmiast wzięli mnie na salę operacyjną , na laporoskopie nie było już czasu. Umierałam.

Straciłam ponad połowę krwi, nie uśpiono mnie z uwagi na to że mogłam się nie wybudzić. Mało tego ja mam tylko jeden jajowód drożny i to w nim pękła.

Prosiłam na własne ryzyko żeby go nie usuwali, żeby postradali się go poskładać . Udało się . Nie wiadomo czy kiedykolwiek będę mogła mieć jeszcze dzieci ale jest nadzieja. Ale wiecie co mam to gdzieś bo ŻYJE. Jeszcze parę godzin i by mnie nie było. Byłam w szpitalu tylko trzy dni bo tak bardzo

Bylam zdeterminowana żeby wrócić do dziecka. Cały czas odciagalam pokarm. Też się udało karmie do tej pory. Ludzie oczekiwali ode mnie żalu po stracie dziecka ale tego nie było. Mogłam przecież umrzeć a żyje! Jestem szczęściara!

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.