Historia mamuśki z CHADem

Zdaję sobie sprawę, że pisząc te słowa wywołam szok, oburzenie i pogardę, ale jeśli ta historia pomoże innym mamom z podobnym problemem – be my guest. Moja córka wychowuje się z ojcem w innym mieście, kończy za chwilę 2 latka, a ja wciaż doprowadzam zycie do porządku. Ale od początku:

Chyba nigdy nie kochałam ojca mojej córki, co nie zmienia faktu że zawsze był, wspaniałym przyjacielem. Po moim pierwszym pobycie w szpitalu psychiatrycznym mimo diagnozy chciał ze mną być.

9 miesięcy po całym zdarzeniu zaszłam w ciążę zupełnie nieplanowanie, mając tylko 21 lat.
Urodziłam córeczkę. Kłamstwem byłoby mówić, ze jej nie kocham – pokochałam ja od samego początku.

Przez pierwsze 6 tygodni byłam w stanie góry przenosić – opiekowałam się noworodkiem jakbym robiła to od zawsze, bez strachu, do tego miałam dom na błysk i uczyłam się programowania oraz pisałam felietony, nie porzucając tego, kim jestem poza byciem mamusią. Potem zaczął się dół. Od razu z narzeczonym zauważyliśmy pierwsze symptomy depresji poporodowej i zaczęliśmy szukać pomocy. Mimo tego dalej angazowałam się jako mama. Nie tylko dbałam o jej zdrowie i komfort – od małego puszczaliśmy jej rozmaitą muzykę, czytaliśmy książeczki, śpiewaliśmy, wymyślałam różne zabawy.

Ale wcale nie było lepiej. Dopiero po czasie dowiedziałam się, ze mam chorobę afektywną dwubiegunową, przy której wzrasta ryzyko stanów depresyjnych po porodzie. To była dla mnie katorga: żałowanie macierzyństwa, awantury, upijanie się, samookaleczenia, ciągły dół, kompletnie nie radzenie sobie z emocjami. Nie chciałam momentami zajmować się córką, wydawało mi się, ze ją nienawidzę i zniszczyła mi życie. Tak samo jak jej ojciec, z którym nie potrafiłam żyć – zostałam z całym problemem, z dzieckiem w domu zupełnie sama na długie miesiące bez pomocy, do tego jeszcze z coraz większymi oskarżeniami w moją stronę. „zaniedbujesz dziecko”, „nie powinnaś być matka”, „biedne dziecko”.

Po czym po zerwaniu z ojcem przyszła euforia – kolejny stan maniakalny, który całą rodzinę totalnie zniszczył: co z tego, że udało mi się znaleźć pracę, a córka poszła do żłobka? Zaczęły się imprezy, frustracja, upijanie się, zostawianie ojca z dzieckiem samych, kiedy ja szłam w długą. Kompletnie nie zdawałam sobie sprawy z tego, co odwalałam, co robiłam, jak moi bliscy przeze mnie cierpieli. Ktoś mały i kochany mnie potrzebował, a ja się pogrążałam coraz bardziej.

Apogeum przyszło, gdy ojciec postanowił córkę wziać do swoich rodziców, do innego miasta. Dotarło do mnie – zawaliłam kompletnie sprawę. Sp******łam na całego. Myślałam, ze jestem niegodna tytułu mamy i spieprzyłam to, co było najważniejsze.

Obejrzeliśmy film z byłym, ugotowałam pyszny obiad dla trzech, bawiłam się z córeczką. Położyłam ja spać, utuliłam. Utuliłam też eks. Wzięłam żyletki i podcięłam sobie żyły.

Obudziłam się oczywiście w szpitalu psychiatrycznym po raz trzeci w życiu, gdzie zdiagnozowano u mnie chorobę afektywną dwubiegunową. Wszystko zaczęło łączyć się w całość: co naprawdę się ze mną działo. Czego potrzebuje teraz córka: zdrowej, stabilnej matki.

Zawarliśmy z eks umowę: on będzie u swoich rodziców, pracował, mała będzie miała opiekunkę, dobre warunki, kochających dziadków, jedzenie, będzie zadbana i szczęśliwa a ja – mam rozpocząć leczenie, chodzić regularnie do pracy i nie zawalić studiów. Mam się ogarnąć. A wtedy po jakimś czasie mała znów będzie ze mną i z ojcem – nigdy się nie kłóciliśmy, bo to dobro córki było naszym priorytetem, a nie zatarczki między nami. Córka będzie ze mną – ale tylko wtedy, gdy będę w stanie znów dać jej stabilność emocjonalną, finansową i gdy nauczę się wyrażać swoje uczucia poprawnie. Mamy w planach opiekę współdzieloną.

Od tamtego czasu mija parę miesięcy. Biorę regularnie leki. Każdą chwilę wolną od pracy i studiów spędzam u córki – ani eks, a ni jego rodzina nie uniemożliwiają mi odwiedzin. Nie przerywam wizyt u psychiatry, brania leków, terapii z psychoterapeutą. Skończył się alkohol, imprezy, jest ciągła praca nad sobą nawet w takich kwestiach jak regularne jedzenie, ruch. W końcu zaczynam odnosić pierwsze sukcesy – spełniam się jako programistka.

Studiuję. Dlaczego? Doznałam w życiu potwornej biedy. Wiem, ze jeśli teraz zadbam o karierę, córka będzie miała w końcu stabilizację i nigdy jej niczego nie będzie brakować.

Nie jest kolorowo: nie pogodziłam się dalej z tym, ze dziecka przy mnie nie ma. Że spieprzyłam tak bardzo. Jest mi ciężko – wbrew pozorom początkujący programista nie zarabia kokosów. Czasem brakuje na życie (sytuacja finansowa jest dość skomplikowana), ale najważniejsze, że to córce nie brakuje niczego: zabawek, opieki, dobrego jakościowo jedzenia, rozwoju intelektualnego.

Od jakiegoś czasu mam innego partnera. Wie o córce, wie o tym, że ona jeszcze do mnie wróci. Często mówię mu o niej, ale chyba nie jestem przez niego zrozumiana – temat dzieci jest mu kompletnie obcy. A skoro mu na mnie zależy – to nie odrzuci mojego dziecka. W innym wypadku się pożegnamy.

Boję się teraz tylko jednego – co, jak ona cierpi? Wiem ze za mną tęskni – ale nie wydaje się dzieckiem przygaszonym, smutnym, nerwowym. Ma niecałe 2 latka – jest wulkanem energii, dużo mówi, zdradza coraz więcej cech indywidualnych. Rzadko kiedy się smuci. Jest wesolutka, ale co jeśli pod tym płaszczykiem kryje się przeraźliwa tęsknota, której nie widać na pierwszy rzut oka? Co, jeśli to się na niej odbije tak, ze i ja za parę lat będę musiała jej pomóc się leczyć? To mój największy strach: że będzie cierpieć na to, co ja.

Ale póki co – ona tego po mnie nie widzi. Odczuwam znów coraz większą radość z przebywania z nią, nigdy się nie nudzimy, znika zupełnie frustracja, która tak mnie atakowała. Znów jestem tą mamą, którą chciałam być.

Czytając wyznania an tej stronie czuję się osamotniona z tą sytuacją. I wiem, ze przez społeczeństwo jestem spostrzegana jako jedna z tych matek, które porzucają dziecko. Albo które do tego nie dojrzały. Ale jak naprawdę wyglądała sytuacja? Dlaczego tak mało mówi się o macierzyństwie w aspekcie chorób psychicznych, zaburzeń, gdzie takiego słowa wsparcia potrzebuje coraz więcej osób? Może jednak sytuacja wygląda inaczej?

W psychiatryku spotkałam mnóstwo mam. Każda z nich zadawała sobie jedno pytanie: co ja robię w tym miejscu, zamiast się zająć dzieckiem? Co ja odwalam?

Może właśnie to „odwalasz”, by stanąć na nogi dla dzieci.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.