Facet-dyrygent nie liczy się z moim zdaniem

Od 9 lat spotykam się z facetem, nie zawsze było kolorowo i nie zawsze było fajnie. Ale do rzeczy w czym problem, od około dwóch lat w ogóle nie mam w nim wsparcia. Jak ja mam problem czy potrzebuje pomocy w zrobieniu zakupów większych to zazwyczaj muszę mu płacić za przewiezienie tych zakupów. Czy zwyczajnie coś się dzieje to żebym go nigdy o pomoc nie prosiła, żeby mi nigdy do głowy ten pomysł nie wpadł.

Ale jak on mnie o coś prosi czy chce coś ode mnie to mam rzucić wszystko i być na jego skinienie. Ważne są tylko jego potrzeby. A jak zaczynam mówić o swoich pragnieniach i potrzebach to, że marudzę. Tydzień temu prosiłam go o pomoc, a jego odpowiedź, że przyjadę do niego i sama sobie to zrobię  (nie mieszkamy razem) .

Dwa lata temu zgadywaliśmy się na dwa tygodnie urlopu. Przyszła pora wakacji, a on oznajmił mi, że nie jedzie bo nie ma kasy bo przypomniało mu się, że wziął samochód na raty i go nie stać. Ok myślę sobie. Rok później podobna sytuacja, zgadujemy się już w lutym wszystko gra i hula przychodzi lipiec oznajmił mi, że nie jedzie nigdzie bo pandemią bo srowid, że jak złapie kwarantannę to nie będzie się prosił nikogo o jedzenie… Połowa sierpnia pojechał do rodziny w Bieszczady niby na trzy dni, co się okazało został 10 dni i jak twierdził tam wirusa nie było.

Takich sytuacji było mnóstwo. Twierdzi, że wszystko wyolbrzymiam i się czepiam. Może faktycznie się czepiam i to ze mną jest problem. Zastanawiam się nad rozstaniem albo na jakiś czas dać spokój, sama nie wiem czego chcę. Wszystkie nasze spotkania np godzina, miejsce zawsze ma być na jego warunkach tak jak on chce…

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.