Emocje

O emocjch targających młodą matką, na początku drogi zwanej macierzyństwem. Możecie stwierdzić, ze Ameryki nie odkryłam. Dla mnie- to jest Ameryka. Mam 3-miesieczne dziecko. Dziewczynkę. Córkę. Na początku gdy Ją dostałam, nie potrafiłam określić mojego uczucia do Niej.

Nie umiałam tego uczucia nazwać. Bałam się, że Jej nie kocham, bo nie wiedziałam, że to co czuję to miłość. Nie znałam wcześniej takiej miłości. Pierwszy raz czułam coś  takiego- mieszankę wybuchową emocji.

Euforię pomieszaną z frustracją, bo to małe dzieciątko, na które czekałam dziewięć miesięcy jest w końcu ze mną, a z drugiej strony boję się, że  nie jestem w stanie się Nią dostatecznie dobrze zająć.

Wspominam pierwsze doby: zgięta w pół, obolała po szesnastogodzinnym porodzie zakonczonym cesarskim cięciem, płakałam pod prysznicem. Z bólu, z niemocy, ze strachu, z poczucia winy, że nie udało mi się urodzić naturalnie mimo, że okazało się, że dziecko ma złe ułożenie… tak bardzo się starałam.

Wychodziłam z łazienki, chyba 8 razy słuchać czy maleństwo zostawione w sali w „mydelniczce” nie płacze. Nagle, patrze pod nogi… chodzę w kałuży własnej krwi. Nie potrafię się schylic żeby to wytrzeć. (tak bardzo się wtedy wstydziłam). Klękam w bólu i wycieram wstaję i widzę, że znow muszę się myć. „Czy dziecko wytrzyma? Czy się nie obudzi? Przecież nie slyszę Jej gdy leci woda! Zrobię to szybko… zaraz nie umiem nawet szybko chodzic. Boje się dotykac rany. Ale myję… dziwne uczucie ból i odrętwiwnie.”- gonitwa myśli.

Po powrocie do domu ze szpitala czuję: ulgę, szczęście z poczuciem smutku i strachu. Ulgę, że Tata Mojego Dziecka tak bardzo mi pomaga. Juz nic nie muszę robić sama jak w szpitalu. Czuję też szczęście, że  mam dziecko, ale zarazem i smutek za dawnym życiem, beztroskim wręcz, mimo odpowiedzialnej pracy. No i strach… boję się być odpowiedzialna za To Maleństwo. Bo jak to? Dopiero do mnie dotarło, że jesli nie podołam to Moje Dziecko nie bedzie się prawidłowo rozwijać, że za najmniejszy błąd, pomyłkę, nieuwagę grozi mi nawet kryminał.

Niepokój dopada mnie szczególnie w nocy. Jestem wykończona, nie przespałam ciągiem nawet trzech godzin. Odbijam się od ścian. A jednak nie mogę zasnąć. Boję się zostać sama. Czy dam radę gdy Jej Tata wroci do pracy po „tacierzyńskim”? A co gdyby mnie zostawił? Już wiem jakie to jest uczucie być porzuconą. Czy podolałabym kolejny raz? Tym razem z Dzieckiem? Moze już mu się nie podobam? Ostatnio nie patrzy na mnie tym samym wzrokiem co kiedyś. A ja nie jestem tą samą dziewczyną, w ktorej się zakochał. Z którą można robić wszystko, wszędzie i o każdej porze. Niezależną, silną, dbającą tylko o siebie. Śmiejącą się życiu w twarz laską, która nie płacze przy facetach. Raczej zadziera głowę i klepie facetów po plecach, a oni obiecują jej wszystko. Oczywiście, że im nie wierzy. Już nie. Tylko on ją złamał, Jej Tata. A tak się zarzekała, że to tylko fun. Po 5 latach fun’u jest Ona. Czy fun się skończył na dobre? Przecież tak to kochałam. Potrafiłam bawić się  bez pamięci, do białego rana, bez zastanowienia jechać gdzieś, cieszyć się życiem.
Teraz… czy zawsze będę już więźniem swojego Dziecka? Nigdy nie pytałam nikogo o zgodę… a nawet jeśli, to i tak robiłam co chciałam. Teraz… teraz nie pytam o zgodę, bo już nikt nie jest za mnie odpowiedzialny. Teraz ja jestem odpowiedzialna za drugie ŻYCIE.
To Życie doprowadza mnie do skrajnych uczuć. Od niepohamowanej radości po fizyczny ból przewracających się w trzewiach flaków gdy słyszę znów kwękanie i płacz, a nie wiem co jeszcze mogę zrobić by Jej pomóc.

Rozmawiam z kimś. Zwyczajnie o „dupie Maryni” gubię się we własnych myślach i słowach. „Zmęczona jesteś?”-Słyszę. TAK CHCĘ PRZESPAC JEDNĄ NOC BEZ ZRYWANIA SIĘ CO DWIE, TRZY GODZINY.- myślę. „Może trochę”- Odpowiadam. Boję się żalić. Może ktoś to źle odczytać. To nie tak, że mam dosyć swojego dziecka. Ja Ją kocham jak nikogo na świecie. Widzę jak na mnie patrzy. Jak uspokaja się gdy ktoś odda Ją w moje ramiona. Wiem, że Ona mnie jeszcze nie kocha. Bo nie ma uczuć rozwiniętych bardziej od instynktu. Ale ten instynkt podpowiada Jej, że to ja jestem Jej ostoją. Mi powierza swoje życie, ufa mi że przy mnie nic złego Jej nie spotka.
I ja to tak bardzo kocham… kocham i boję się.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.