Czy zawsze “ta druga” jest winna?

Historia jakich wiele. On i Ona  – są parą od wielu lat. Jednak w tym związku nie wszystko funkcjonuje tak jak powinno. Ona to kobieta zadbana, dobrze zarabiająca, wykształcona, ale … kocha za bardzo i za bardzo się stara. A on – wiecznie niezdecydowany, a to na mieszkanie – bo on pomimo dobrej pensji nie ma na to pieniędzy, a to na małżeństwo – bo… itd.

I tak spotykają się od weekendu do weekendu, a ona na wszystko się zgadza. On nie kontroluje gniewu i nie szanuje swojej kobiety – to koledzy są ważniejsi, wspólne wyjścia kończą się pijackimi awanturami z jego strony, często poniża ją słownie. Wszystko powoli się wypala.

I wtedy pojawia się ta druga. Ekspedientka z monopolowego, do którego on chodzi po wieczorne piwko. Kobieta ładna, w tym samym wieku co pierwsza, rozwiedziona, z dwiema dorastającymi córkami i problemami finansowymi. I on… oczarowany adoracją tej drugiej zaczyna z nią potajemnie SMS-ować, rozmawiać, coraz więcej czasu spędza w sklepie i na wieczornych spacerach.

I opowiada jej jaka ta pierwsza to zła kobieta, że między nimi już nic nie ma i że pierwsza jest wręcz nachalna. Wakacje on spędza z pierwszą, nie odmawia również istniejącej w tym związku fizycznej bliskości, po czym zakłada buty i biegnie do tej drugiej. Druga oczywiście zachęca do zakończenia związku, bo przeszkadza jej bycie “tą drugą”.

On tylko powtarza, aby się w nim nie zakochała. Druga ciągle czeka. On pęka, przestaje odbierać od niej telefony, przestaje wychodzić do sklepu. Druga zostaje ze złamanym sercem, odrzucona i oszukana. Pierwsza dowiaduje się o wszystkim od znajomej. On – zrzuca winę na tą drugą obrażając od najgorszych. Przysięga, że do żadnej zdrady nie doszło, że traktował ją jak koleżankę. Tylko ona coś sobie ubzdurała.

I kogo mam tutaj ocenić negatywnie ?
Pierwszą – bo zabiegała i wszystko wybaczała ?
Jego – bo okłamywał i nie szanował obu kobiet ?
Drugą – bo wkroczyła w czyjś związek ?

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.