Czy mój mąż nie dorósł do bycia ojcem?

Nie wytrzymam tak dalej. Jestem mamą 8 miesięcznego synka. Jest wspaniały. Każdy go chwali tylko mój mąż tego nie widzi. Wszystko byłoby wspaniale, gdyby mój mąż mnie wspierał.

Mieszkamy w jego rodzinnym domu razem z jego rodziną. Jednak on woli spędzać czas z kolegami, niż ze mną i dzieckiem. Często się o to kłócimy. Zrozumiałabym go gdybym była paniusią co nic nie robi, ale ja staram się robić dosłownie wszystko. Sprzątam, gotuję, cały dzień opiekuję się dzieckiem, robię zakupy i jak muszę gdzieś pojechać to jadę z dzieckiem.

Niestety nie mogę liczyć na jego rodzinę żeby zaopiekowali się moim dzieckiem. On tylko czasem bezinteresownie zajmie się dzieckiem. Później zachowuje się jakby należał mu się medal. Często wraca od kolegów późno w nocy i oczywiście pijany. Bardzo chciałam mieć dziecko. W końcu razem podjęliśmy tą decyzję. Jednak on ostatnio wypomniał mi że to ja przecież nalegałam, a teraz się jego czepiam jak gdzieś wyjdzie. Normalnie się we mnie zagotowało.

Ludzie jeżeli mąż wychodzi do znajomych lub znajomi przychodzą do niego kilka razy w tygodniu i potrafi spędzić z nimi cały wolny czas to chyba mam prawo się czepiać, że nie potrafi nam poświęcić czasu lub mnie trochę odciążyć. Jak byłam w ciąży też mnie cały czas zostawiał samą i nie poświęcał nam ( mi i synkowi w brzuszku) czasu. Wszystko było ważniejsze. Koledzy, piłka, wyjazdy motorem, a nawet potrafi olać nasze plany bo znajomy potrzebuje pomocy. Czasem jest dobrze i wtedy cieszy mnie że chociaż na krótką chwilę mam męża ale potem wszystko wraca do normy.

Jeżeli siedzę cicho a on robi co chce to dla niego jest ok. Jednak tak długo się nie da. Ja też mam prawo do życia! Nie raz chciałam spakować się i odejść. Jednak jesteśmy małżeństwem 4 lata i ciągle mam nadzieję że on w końcu dorośnie do bycia ojcem, bo mam wrażenie że ciągle do niego to nie dociera.

Przed ciążą lubiliśmy wychodzić gdzieś razem i spędzaliśmy dużo czasu ze sobą. Chociaż jego samotne wyjścia były też bardzo częste. Teraz sama organizuję wspólne wieczory jak dziecko zaśnie. Już nie jeden raz zdażyło się tak, że on wtedy wyszedł i mnie olał. Zaznaczę też przed hejtem że pewnie nie układa się mam w łóżku i wypad do kolegów go odstresowuje, ale jeżeli jest w domu i nie siedzi godzinami w telefonie, zawsze zaspakajamy swoje potrzeby jak mamy na to ochotę. Mąż twierdzi że jestem dla niego ważna, ale nie okazuje tego.

Czasem robi mi na złość i wychodzi z domu nie mówiąc nawet słowa jak „żebram” o wspólnie spędzony wieczór. Mamy coraz mniej tematów do rozmowy. A wspólnie spędzone dni można policzyć na palcach. Ostatnio podczas kłótni stwierdził że może nam poświęcić co drugą sobotę bo w weekend też musi zrobić coś koło domu no i niedzielę zawsze ma zajętą na swoje pasje. „Bo ja muszę i niedziela jest dla mnie”. Niestety nie może tych pasji dzielić z nami, bo nie weźmiemy małego dziecka na motor, ani ryby ze względu na pogodę. Z kolegami też nie będziemy siedzieć bo przy papierosach dziecka nie będę trzymać.

Staramy się rozmawiać o problemach ale to nic nie daje bo kończy się kłótnią. Myślę że niektórzy faceci nie dorośli do poważnego związku. Wiedzą gdzie przyjść jak potrzebują sexu od partnerki ale żeby dogadywać się i wspólnie spędzać czas to już im nie po drodze. Nie rozumiem skoro ktoś ma tak wspaniałe dziecko, które jest ciągle uśmiechnięte i praktycznie wcale nie płacze, a nie może tego docenić, powinien sam doświadczyć odrzucenia i samotności, co zapewnia nam cały czas. Nie mam gdzie odejść, i ciągle mam nadzieję że się ułoży.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.