Czy jego zmiana jest tylko chwilowa

Nie wiem co mam zrobić. Chciałabym dać mu szanse, ale boję się że znowu będę cierpiała. Jednak chce podjąć dobrą decyzję, żeby później nie żałować. Mam mętlik w głowie.

Zostałam sama z dziećmi, ich tatuś po kilku latach związku okazał się niestabilnym emocjonalnie dzieciakiem w ciele dorosłego mężczyzny. Pobawił się w rodzinę i po prostu odszedł.

Nie chciałam się wtedy z nikim wiązać. Chciałam odżyć, skupić się na dzieciach, na sobie. Mając konto na jednym z portali wyraźnie zaznaczyłam, że nie szukam miłości czy sexu. Szukam kogoś z kim będę mogła pogadać, spotkać się na kawę itd itd. Zwyczajna luźna znajomość.

Wtedy pojawił się ON. Szanował moją decyzję i zgodził się na taką relacje. Sam też był po bardzo nie udanym związku, który odbił się na jego zdrowiu, a jednakowo nie był gotowy na nową miłość, bo gdzieś w środku czuł coś do byłej. Na początku znajomości niezliczone godziny rozmów, przyjeżdżał do nas przez 6 miesięcy, wspólne obiady, kolacje, spacery, zakupy, zrozumienie z jego strony, którego nie dostałam od nikogo, zainteresowanie naszą osobą, zainteresowanie dziećmi.

Było po prostu super. Bajka. Pojawiło się uczucie w jego stronę. Długo je w sobie dusiłam, nie chciałam znowu cierpieć. Przyszedł moment kiedy sam powiedział, że kocha, że chce być z nami. Chce mieć rodzinę, już jest gotowy.

Długo myślałam, rozmawiałam, aż w końcu uległam temu cholernemu uczuciu. Zaszłam w ciążę, zamieszkaliśmy razem i zaczęło się. Pierwsza awantura na drugi dzień od przeprowadzki, zaczął pić kiedy miał wolne, pojawiły się pretensje, wymagania, brak tego zainteresowania co wcześniej, brak uczucia, zupełne oddalenie się. Kłamstwa, kombinowanie pod każdym możliwym względem, konto na portalu randkowym. Dzieci, ja, ciąża poszły na bok.

Momentami miałam wrażenie, że żałuję, że nie daje sobie rady dlatego się tak zachowuje. Znosiłam, rozmawiałam, prosiłam, groziłam. Uspokoił się na chwile i zaraz koszmar wracał. Chciałam odejść chwilę przed porodem. Wyprosił, wybłagał. Zostałam. Urodziłam, miał nie pić i tak też było, ale cały czas myślał tylko o sobie, o swoich potrzebach, znowu dzieci i ja poszłyśmy w kąt. Znowu były awantury, dosłownie o wszystko.

Chciałam tylko uwagi, miłości, docenienia. On nic nie dawał od siebie, a wymagania w moją stronę rosły, tak samo jak pretensje. Przed pierwszą wizytą jego rodziny, miałam trzymać się jego kłamstw. Kłamstw o mnie, o dzieciach, o wszystkim co było z nami związane. Bolało mnie to, mówiłam o tym głośno i znowu były awantury, bo przecież nie wszyscy muszą wiedzieć o mnie prawdę.

Idealna rodzina kreowana na kłamstwach, bo się nas wstydzi. Zaczęłam się odsuwać, on zaczął się starać. Przyszły święta, cały czas byłam sama ze wszystkim, później się napił i znowu awantura. Sylwester tak samo. Powiedziałam dość. Zadzwoniłam na policje. Zanim go zabrali nawrzucał mi, wyrównał do poziomu kostki brukowej, wyżywając się na mnie, wykorzystał to co mnie spotkało. Byłam najgorszą kobietą, matką, najgorszym co go w życiu spotkało, bo nie miałam prawdziwej rodziny, tylko ojczyma alkoholika, matkę która oddała mnie do domu dziecka i córkę z gwałtu, którą podjęłam się wychowywać.

Później przeprosił, ale to nie były szczere przeprosiny, takie na odp…… się babo. Mam wrażenie, że nie widzi w sobie winy. Od samego początku nie widział winy w swoim zachowaniu i na siłę próbował mi wmawiać, że nic takiego nie było, bo on tego nie pamięta. Że nic się złego nie działo. Tylko ja jestem winna, bo zadzwoniłam na policje, nie powinnam tego robić, bo nic złego się działo jego zdaniem. Nie rozumie, że miałam dość. Nie dawałam sobie z nim rady.

Nie chce żeby moje dzieci przechodziły przez to samo co ja. Od jego rodziny dowiedziałam się, że ma tzw „Ciągi”. Pije do póki organizm nie powie dość, jak nie pije to nie pije. Że już wcześniej się zaszywał i to mu pomagało. Ukrywał to przede mną, a dla mnie to było ważne, bo chciałam mu pomóc tylko nie wiedziałam jak. Poznałam jego dwie strony. Jedną kocham, drugiej nienawidzę i się jej brzydzę.

Teraz obiecuje, że się zmieni, że się zaszyje, i będzie dobrze. Stara się, pomaga mi, zaczął mnie słuchać, zwracać uwagę na to co dla mnie ważne. Tylko pytanie czy to nie jest chwilowe. Czy już tak zostanie. On chce szansy, chce mieć rodzinę. Ja nie wiem czy potrafię mu zaufać. I boję się. Wszystkiego się boje.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.