Brat mojego męża nie pozwala nam spokojnie żyć

Z racji, że mam pewne problemy z ocenianiem sytuacji społecznych (myślę, że jestem introwertyczką i dość ciężko nawiązuje dłuższe znajomości z ludźmi) chciałabym opowiedzieć swoja historie i poradzić się osób obcych i obiektywnych co myślą o całej sytuacji. Może ktoś umie rozsądnie doradzić jak powinnam się zachowywać w tym wszystkim…

Wiele lat temu życie dało mi poznać mojego partnera, człowiek ogólnie bardzo dobry, do rany przyłóż, żyje się z nim bardzo dobrze. Wiedziemy wspólnie dość stabilne i szczęśliwe życie. Jednak kiedy się poznaliśmy byliśmy dość młodzi, a mój partner wtedy często wmawiał swoim znajomym, że nie pojawi się na spotkaniu z nimi bo ja nie mam ochoty(zwalał winę na mnie gdzie tak naprawdę sam nie chciał iść nigdzie). W wspólnej paczce był tez jego brat. Po kilku takich występkach byłam nie lubiana i zwalano na mnie całą winę, że ich super kumpel/brat jest ograniczany, co mijało się z prawdą wtedy.

Z czasem jak widziałam niechęć tych ludzi do siebie to przestałam miewać ochotę na kontakty z nimi wiec je ograniczałam rzeczywiście(kto miałby ochotę się spotykać z kimś kto was nie lubi/nie akceptuje akceptuje i jest nie miły i to nie z waszej winy?). Pretensje zaczął również mieć do mnie brat partnera. Ba raz nawet usłyszałam od niego tekst, że przeze mnie nie może wyjść z bratem na dupeczki i browara.

Niechęć jego wobec mnie rosła, a moja wobec niego. Ja z partnerem wyjechałam do zupełnie innej części kraju i tak sobie żyliśmy do momentu kiedy ów brat pojawił się również w tym samym miejscu. Wspomnę, że ten człowiek miał coraz większe problemy z uzależnieniami, używkami, złe towarzystwo itp. To typ człowieka, który myśli, że on ma prawo powiedzieć wszystkie przykrości, które mu myśl przyniesie innemu człowiekowi, ale nikt nie ma prawa słowem złym odezwać się do niego.

Ale dziwo relacje nasze uległy małej zmianie, na lepsze, kiedy on biegał za pewna koleżanką która go nie chciała, mi się udało z nią porozmawiać żeby mu dala szanse i tak stali małżeństwem kilka lat później, bo dała mu szanse po naszej rozmowie. Ta dziewczyna do pewnego czasu była moja bardzo dobra znajoma, bardzo ją lubiłam , spędzałyśmy dużo czasu ze sobą.

Kilka lat później najpierw nasz ślub, gdzie nie dostaliśmy od jego brata i dziewczyny nawet kwiatka, a życzenia brzmiały od brata „ może ty wziąłeś ślub pierwszy ale dziecko pierwszy będzie miał on”. Cala rodzina nie zdążyła się nacieszyć jednym ślubem, a kilka dni po uroczystości zaręczyny brata…. Cala uwaga przeszła na nich. Rok później ich uroczystość.

Ten brat zaczął w miedzy czasie się leczyć, na nas zaczęli coraz bardziej krzywo patrzeć z każdym dniem coraz bardziej bo mogliśmy żyć normalnie nie odmawiając sobie niczego, w przeciwieństwie do niego. Ostatnie jeszcze normalne relacje mieliśmy kiedy nie miał przez chwile gdzie mieszkać i musiał w naszym mieście zostać jeszcze dłuższa chwile wiec zaproponowaliśmy ze może zostać u nas. Byłam wtedy na początku ciąży, a kiedy im powiedzieliśmy to jakby to był jakiś wyścig, za kilka tygodni okazało się ze oni będą również mieć dziecko.

Z racji sentymentu do dziewczyny bardzo się ucieszyłam i myślałam, że razem będziemy się wspierać w tym stanie, jednak brat męża wystrzelił z tekstem, że jego kobieta nie życzy sobie rozmów ze mną o tym i słuchania mojego narzekania. Nie powiem, ale zabolało to bardzo, bo myślałam, że mamy jeszcze dobre relacje ale dowiedziałam się wtedy, że jednak nie i to tylko moje wyobrażenie, a ta osoba jest wobec mnie fałszywa mówiąc w twarz ze jest okej a jednak cos nie było ok?

Kiedy wyprowadził się z dnia na dzień, kiedy udało mu się rzucić prace (po poradzie mojej bliskiej osoby dla niego ) my nawet nie usłyszeliśmy słowa dziękuje, że daliśmy mu dach nad głową. Jakiś czas później zdarzyło mi się trochę pośmiać mężowi z zachowania jego brata, no po prostu zrobił cos co było dla mnie żałosne i dwuznaczne, wiec najzwyczajniej trochę się z tej sytuacji chciałam pozgrywać.

Niestety w jakiejś rozmowie mąż przekazał moje podśmiechujki bratu, czego nie powinien robić wiedząc ze człowiek jest nieobliczalny. Przez rok nie widywaliśmy się dużo, raczej przypadkowe spotkania w czasie odwiedzin rodziców, święta itp. Nie mieliśmy za dużego kontaktu, ja sobie obiecałam nie odzywać się do tamtej dziewczyny skoro jest negatywnie już wtedy nastawiona. Kiedy urodziło się nasze dziecko, wspomniałam mężowi, że nie wyobrażam sobie brać na chrzestnego kogoś z kim nie mamy dobrego kontaktu, mąż w sumie poparł moje rozumowanie.

Czy to było zapalnikiem wściekłości tamtego człowieka? Czy moje wcześniejsze podśmiechujki? Nie mam pojęcia, w każdym razie ja osobistego kontaktu z tamta parą nie miałam kilka miesięcy. Po narodzinach naszego dziecka odwiedzało nas mnóstwo znajomych, bliskich i dalekich, brat męża nie odwiedził, wymyślając milion głupich wymówek nawet chociaż takich, że go nie stać na to żeby się przejechać (mieli możliwość zabrać się z rodzicami i tego tez nie zrobili).

Maź powiedział mu wprost, że jest mu bardzo przykro z tego powodu, że własny brat nie chciał odwiedzić nas i zobaczyć dziecka gdzie dalsi znajomi nie maja z tym problemu, oznajmił również, że zastanawiamy się nad tym, że chcemy kogoś innego na chrzestnego dziecka. Kiedy urodziło się dziecko tego brata , mój mąż dowiedział się tego od własnej matki, a nie od brata, brat łaskawie napisał sms wiele czasu później, jakby nie był istotny do poinformowania o takim fakcie.

Potem to już poszło grubiej, przyszły święta, życzenia i na tle rodzinnym to ja usłyszałam od per pana brata, że życzy mi abym była dalej fałszywa jaka jestem, patrząc na mnie z żywą nienawiścią. Gdzie ja śmiem powiedzieć, że bardziej fałszywych ludzi od tej pary to ja właściwie nie znam. Ludzi, którzy maja urojenia, że liczy się tylko ich zdanie, tylko oni i nie maja żadnych zasad wobec innych ludzi, żadnych zasad dobrego wychowania (na sylwestra kiedy ich zapraszaliśmy przychodzili zawsze na krzywy ryj i jeszcze narzekanie ze cos im nie smakuje, ze krzesła nie wygodne itp.)

Śmiem twierdzić, że wprowadzili jakiś chory wyścig który brat jest lepszy, co my zrobimy to za chwile oni robią, jakby nie mogli znieść tego ze nam się cos układa wiec oni musza tak samo, nie mogą być gorsi… Aktualnie nasz kontakt jest w zasadzie żaden, jedynie mąż dostał zaproszenie na uroczystość rodzinna, na która podjęłam decyzje ze pójdzie sam, ja nie mam siły spotykać się z tamtymi ludźmi, skoro wiem, że żywią do mnie nienawiść. Nie podejmowałam próby rozmowy z nimi, próby dwa razy po świętach podejmował mój mąż, za każdym razem będąc wyzywany i ponizany. Od wspólnego znajomego wiemy, że tamci bardzo źle o nas mówią, jakbyśmy co najmniej im kogoś zabili.

Znajomy doradził żeby nie pisać im żadnych wiadomości próbujących cokolwiek wyjaśniać bo tylko będą się z tego śmiać, wywyższając się i szydząc. Kochane anonimowe czy któraś miała podobna sytuacje i umiała się w niej odnaleźć? Meczy mnie to przeokropnie. Czuje się z tym źle bo mój charakter źle znosi wiedze ze jestem przez kogoś nie akceptowana i to tak naprawdę bez większego powodu. Jak się powinnam zachowywać? Czy cos powinnam zrobić? Czy spróbować to olewać i nie myśleć o tym? Nie zadręczać się? Co byście zrobiły na moim miejscu?

Może ci się spodobać również:
1 komentarz
  1. Jaśka pisze:

    Mam tak od 17 lat. Z siostrami partnera. Nie jesteśmy małżeństwem ale one są trzy. Co prawda dwie za granicą i mamy dość fajny kontakt ale pozostaje jeszcze jedna, która “wielce wykształcona” po 2 klasie gimbazy wie wszystko lepiej. Kur..cy można dostać. Ogólnie teściów mam spoko, tamte dwie też na luzie ale ta jedna to koszmar. Wiele lat temu próbowała nawet podsuwać partnerowi eks laskę bo wolała tamtą ode mnie mimo, że tamta zdradzała jej brata notorycznie dlatego się rozstali. Życie jest do dupy, nikt nie mówił, ze będzie lekko. Ja teraz się tam nie cackam, są spotkania rodzinne itp ale jak “wykształcona” zaczyna jakiś gówniany temat to już chyba każdy ją jedzie, więc myślę, że wygrałam tą wojnę lata świetlne temu. Po prostu byłam sobą i nie udawałam nikogo innego, zwłaszcza kogoś kim nie jestem i nigdy nie będę. Taką mnie kocha jej brat, mamy fajną rodzinę, spoko pracę i własne zdanie na parę tematów. Myślę, że powinnaś nie brać w łeb, żyjcie sobie tak jak lubicie, nie ograniczajcie się do niczego a już zwłaszcza do zdania tego Twojego szwagra z koziej wólki. Takich ludzi jak on, po prostu się ignoruje, traktuje jak powietrze. A jak ktoś z rodziny męża wspomni o nich to ucinaj temat, że nie interesuje Ciebie cudze życie bo masz własne.

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.