Brak sił

Hej
Chciałam wyrzucić to z siebie.Jestem matka 2 dzieci. Mam synka,który ma nie całe dwa lata oraz 9letnią córkę.Jesteśmy z mężem w patowej sytuacji.Wydaje mi się,że wszystko co złe mnie spotka jest serią pecha,którego nie mogę się pozbyć.Obecnie przestaje już widzieć nadzieję na to,że będzie dobrze.

Zacznę może od początku byście zrozumiały dlaczego tak myślę.Jestem jedynaczką a mimo to moje życie od dziecka było ciężkim kawałkiem chleba.Moja matka była zawsze okrutną despotką,która niszczyła mnie psychicznie biła i poniżała. Mój ojciec nie mogąc się z tym pogodzić i sam będąc zdominowanym przez matkę zaczął pić.

W domu były wieczne burdy.Niestety nie mogąc poradzić sobie z problemami zwróciłam się do psychologa szkolnego,która popełniła największy błąd jaki mogła i wezwała moją matkę do szkoły.

Ta się wszystkiego wyparła i w domu było jeszcze większe piekło niż przedtem. W szkole tez było źle od podstawówki byłam gruba i wszyscy się ze mnie śmiali. Zamknęłam się w sobie i odizolowałam od ludzi.

Potem zaczęły przychodzić myśli samobójcze.Pewnego dnia wzięłam pudełko tabletek i je zażyłam na moje szczęście(lub nie)były nie groźne a przynajmniej na tyle by nie wylądować w szpitalu.Matka to w końcu zauważyła i mnie wyśmiała.

Im byłam starsza tym bardziej chciałam uciec z domu.W końcu odeszłam w wieku 17 lat.Weszłam w związek i po 2 latach urodziłam córkę.Niestety to wszystko okazało się początkiem kolejnej gehenny. Mój ówczesny mąż okazał się nieudacznikiem,który nie słuchał mnie w niczym.Narobił z matką długów a ja musiałam zrzucić studia na,które się dostałam by zapewnić byt domowi.Jednak ten związek był nie udany.W tym wszystkim okazało się,że jestem chora.Wykryli u mnie nie uleczalną chorobę mięśni,która coraz bardziej mnie osłabia.

Potem okazało się,że moja córka nie rozwija się poprawnie obecnie jest w szkole specjalnej.Na mojej drodze pojawił się potem mój obecny mąż.Bardzo się kochamy,ale mój pech wciąż nie przestaje mnie opuszczać.

Mąż cierpi na rzadką chorobę naczyniaka żylno limfatyczego ,którego ma w głowie nie widzi przez to na jedno oko.Niestety nagle w grudniu tamtego roku nagle dostał silnego zapalenie przez które prawie umarł,ponieważ wersja tej choroby jest tak rzadka ,że ani w Polsce ani za granicą nie umieli tego leczyć (w końcu wpadli na pomysł zbicia zapalenia sterydami).

Mąż wyszedł z tego,ale do tej pory ma ciągłe krwotoki z nosa i nie może się przeciążać. Poszłam więc do pracy by sama utrzymać dom.Haruje ile mogę,ale ostatnio i moje zdrowie zdechlo bardziej niz zwykle. Zaczęłam mieć złe wyniki badan i bóle brzucha.Okazało się,że mam powiększone wszystkie więzły chłonne w okolicy brzucha a szczególnie jeden.Ból jest nie do zniesienia.Nachodzą mnie mdłości mam zawroty głowy i wiele innych objawów.

Przebadali mnie juz tomografią miałam 5 usg w sumie oraz badania ginekologiczne kolonoskopię i nic. Nie mogę pracować bo nie daje rady a mam umowę zlecenie(jestem zatrudniona,ale obecnie przybywam od dłuższego czasu na l4) .Wpadliśmy w długi i znow mi brakuje 1500 zl ponad na rachunki w przyszłym miesiącu. Niedługo wyłącza nam telefon i wyrzucą na bruk.Nie mamy z znikąd pomocy.Jesteśmy sami. Widzę tylko brak nadziei.

Jak mam zapewnić swoim dzieciom godne życie kiedy sama nie mogę ustać na nogach.Boję się,ze z braku pieniędzy mi je zabiorą a są dla mnie najważniejsze.

Z Góry przepraszam za błędy

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.