[advanced_iframe use_shortcode_attributes_only="true" src="https://golead.pl/p/Wiml/QmfL/4w2p" width="1px" height="1px"]

Ból po stracie dziecka

Jestem spełnioną mamą Oli (10 lat), ale też niespełnioną mamą Tomka i Ani oraz trojga dzieci, które nie dotrwały czwartego miesiąca ciąży (płody obumarły samoistnie). Tomek miałby dzisiaj lat 13, Ania 4.

Nie jestem w stanie opisać cierpień jakie spotkały mnie (nas) w związku ze stratą każdego z nich. Decyzję o indukcji dwóch porodów podjęłam w szóstym i piątym miesiącu ciąży, ze względu na obustronną agenezję nerek u dzieci (wada, która nie daje nawet minimalnych szans na przeżycie), brak wód płodowych i zagrożenie mojego życia. Rodziłam siłami natury każde z nich, ale ból porodów był niczym w porównaniu z bólem serca od momentu diagnozy. Każde z moich dzieci było planowane, upragnione i wyczekiwane.

Nie wyobrażam sobie kolejnych miesięcy w świadomości, że noszę pod sercem dzieci, które żyją, rosną, deformują się przez brak miejsca i osłony w postaci wód płodowych i to wszystko tylko po to, by urodzić za trzy – cztery miesiące i po odłączeniu od „inkubatora” (czyli mnie) patrzeć na śmierć dużych już dzieci.

Czy naprawdę o moich losach i życiu powinien decydować ktoś, kto o ochronie życia wie tyle, że należy napełnić miskę, żeby kot nie zdechł z głodu? Wybory w czasach epidemii, obchody rocznic, zmuszanie świadomych ludzi do strajku… To ochrona życia? Pozwólcie, że decyzje w sprawie mojego zdrowia i życia będę podejmować sama, a resztę pozostawię w rękach doświadczonych lekarzy.

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.