15 lat różnicy wieku i dziecko z byłą żoną

Poznałam faceta ma 34 lata, nasza różnica wieku to 15 lat. On jest doświadczony, ja jestem młoda lecz to nie ma znaczenia gdyż kierujemy się tymi samymi wartościami. Ma dziecko i miał żonę, dostał papiery rozwodowe narazie to cywilka, i czeka na sprawę w sądzie…

Zaufałam mu i mimo wahań dałam sobie szansę na bycie z nim. Zaczęliśmy być w związku od 12 grudnia, czułam, że jest w porządku, ale ostatnio się to lekko zmieniło. Mianowicie byłam u niego ostatni raz w niedzielę i wychodząc zapytał czy chce z nim jechać odwiedzi syna do jego mamy.

Chciałam jechać i ustaliliśmy, że da mi znać kiedy wyjeżdża i mówił, że podjedzie po mnie wieczorem… nie zrobił tego. Do końca dnia nie odzywał się, później napisałam co robi i też cisza.

Poszłam do niego w nocy by się zobaczyć, ale nie otworzył mi drzwi. Dzwoniłam na telefon, do drzwi i nic, myślałam, że śpi, a za chwilę słyszałam jak ktoś chodzi po mieszkaniu, czyli był w domu, znowu zapukałam i nic. Następnego dnia napisał, że przeprasza, ale zasnął (a ja miałam świadomość, że nie spał). No i ok przymknęła oko na to, on nie wie, że ja wiem, że było inaczej.

No i później cały dzień mało co pisał, jakoś inaczej niż jak zawsze, nie pytał co u mnie i tak jakoś zbywał mnie. Odniosłam wrażenie, że nie chce się widzieć i wieczorem napisał, że ma zły dzień. Napisałam do niego czy mogę przyjść i mi nie odpisywał… We wtorek rano widzę wiadomość ,,nie gniewaj się za wczoraj”. Nie zrobiłam z tym nic, udawałam, że jest ok chociaż byłam na niego zła, to i tak bardziej mi się zrobiło przykro.

Zastanawiałam się o co chodzi, bo wiedziałam kim jest. Na tyle go poznałam, że wiedziałam iż mimo problemów jakby je miał, on rozmawiał o nich i to powodowało u niego milczenia. Zastanawiałam się o co chodzi.. czułam jakby nie chciał mnie widzieć, myślałam, że o mnie chodzi.. że może chce zerwać, albo nie traktuje mnie poważnie, że mnie tak nagle olewa.

Chciałam się tego dnia w końcu z nim zobaczyć, napisałam czy ma czas i czy się widzimy, on mi na to, że wyszły małe problemy bo ma młodego. (nie rozumiałam tej wiadomości, bo zawsze nawet jak miał młodego, to nie było to problemem aby wyjść na spacer czy się spotkać).

Wcześniej odniosłam tylko wrażenie, że nie chce mnie widzieć, jednak po tej wiadomości zaczynałam się przekonywać iż tak jest.

W końcu w środę mu napisałam, że czuje że o coś mu chodzi odnośnie mnie i fajnie jakbym się dowiedziała o co chodzi. Napisał że ma dużo myśli na głowie i nie chodzi tutaj o mnie. Trochę się uspokoiłam, ale nie na długo, bo mimo że dobrze wiedział, że się martwię to się rano do mnie nie odezwał jak zawsze ,,hej miłego dnia”. Ja wstałam po południu to napisałam do niego. Powiedziałam, że musimy się spotkać jutro (bo dzisiaj nie mam siły) i porozmawiać, on, że ok i się zobaczymy.

Po południu w dzień sylwestra rozmawialiśmy. Zapytałam o co chodzi, tłumaczył, że chodzi o jego syna, bo mieszka u mamy i tam się dzieją złe rzeczy co go martwi i jak mu się wszystko kumuluje to on łapie takiego doła, że nie chciał abym go widziała w tym stanie. Udawałam, że to ok, ale w głębi duszy czułam, że to nie usprawiedliwienie jego ignorowania. Też byście tak czuły?

W dodatku zapytał jak w końcu spędzam sylwestra, domyślałam się, że chce mnie gdzieś zabrać, bo to logiczne skoro jesteśmy razem. Oznajmił mi wtedy, że on jedzie do kogoś i nie brał mnie w ogóle pod uwagę. Udałam że to w porządku. Ale jak się pożegnaliśmy ogarnął mnie smutek na cały sylwester.

Zostałam sama w domu, czułam się że nie traktuje mnie poważnie i, że nie jestem dla niego ważna. Chciałam myśleć inaczej, lecz nie mogłam. Powiedział jeszcze że zadzwoni o północy z życzeniami i mam mieć telefon pod ręką..

Czekałam jak głupia i nic, a zadzwonił dopiero o 00.20 lecz ja tego nie zauważyłam. Jak spojrzałam, że było jedno połączenie i to po czasie, przygnębiona byłam na tyle że nie miałam ochoty oddzwaniać. Napiłam się bardziej i poszłam spać, bo już nie mogłam znieść swojego stanu…

Jest już godzina 17 i z jego strony zero odzewu, a mówił że spędzimy dzisiaj czas. Boli mnie to, płacze mimo że obiecałam sobie że nie będę płakać. Nie chce już być silna, oddałam mu serce dobrze wiedział jak ciężko mi się otworzyć, zaufać, a dla niego sobie na to pozwoliłam, ale teraz czuję że zrobiłam błąd i znowu się oddałam w niewłaściwe ręce.
Co myślicie? Jak mam się zachować…?

Może ci się spodobać również:

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.